Obudził mnie dźwięk telefonu, otworzyłem oczy. Rozejrzałem się po pokoju, zaspanymi oczyma patrzyłem na mały pokój z pustymi ścianami. Znajdowała się tam szafa wnękowa – zapewne na rzeczy, było także łóżko, w nim czysta pościel z zapachem kobiecym, a przy łóżku mała szafeczka z książkami i cottonballami w kolorze białym w szklanym długim kwadratowym wazonie. Cottonballe czekały na relokacje po remoncie, dowiedziałem się tego od właścicielki mieszkania. Sięgnąłem dłonią jeden z dwóch towarzyszących mi zazwyczaj telefonów. Spojrzałem na tablicę telefonu, prawdę pisząc, nie musiałem spoglądać bo domyśliłem się od razu kto dzwoni. Przeciągnąłem szybko połączenie palcem, do prawej. Usłyszałem zadowolony głos kuzynki z którą współpracuję od wielu lat, obecnie w fundacji. Wspomniała o dokończeniu projektów (w tym jednego informatycznego przeze mnie), o tym, że wiele firm chce do nas dołączyć w realizacji medycznych projektów. Wspomniała także o firmie, która zaproponowała opaski medyczne na sprzedaż, bodajże dla sportowców. Nic więcej nie zapamiętałem z tej rozmowy, czułem poniekąd, że nie chciałem zaczynać tak kolejnego dnia. Był 3 maja, święto narodowe. Od dawna nie przywiązywałem wagi do żadnych świąt. Mało to mnie interesowało, nie żyłem tak jak inne w poczuciu „hurraaa mam tyle wolnego”. Dla mnie weekend majowy był jak każdy inny weekend, do wykorzystania. Jak go wykorzystam zależy ode mnie, wiedziałem dobrze, że pracą także dobrze się bawię. Wróciłem głową do poduszki. Zamyślony patrzyłem w sufit, przypominałem sobie co mi się śniło w nocy. Nie byłem z tego powodu zadowolony, bo to kolejny raz, kiedy śni mi się w tym miejscu pająk. Ostatnim razem (około tygodnia temu) miałem podobny sen. Wszedłem (w tym śnie), na bardzo dobrze mi znany strych. Dostrzegłem mnóstwo pajęczyn, starych i świeżo tkanych, a w środku nich pająka. Przybliżałem się aż do momentu w którym pająk chciał mnie ukąsić, wnet zabrałem rękę i ścisnąłem palcami za odwłok pająka. Nie jestem typem mężczyzny przesądnego, albo takiego którego miałoby to zmartwić. Jednak zdawałem sobie sprawę, że takie nadświadome przekazy, zdarzają mi się bardzo rzadko i że mają ukryty przekaz. Informują mnie np. o zbliżającym się niebezpieczeństwie. Czułem wewnątrz, że nie mogę tego zlekceważyć. Zastanawiały mnie wtedy dwie rzeczy: gdzie czai się te niebezpieczeństwo? I czy to jest związane z kobietą z która aktualnie sypiam? Odgoniłem jednak, te myśli, jak najszybciej do bocznych miejsc, gdzieś daleko w przestrzeni mojej głowy. Nie chciałem dorabiać dodatkowych projekcji, tym bardziej, że po tym pierwszym śnie z w/w pajączkiem, mój szef wręczył mi wypowiedzenie w pracy. Nagle poczułem aromat świeżej kawy. Anna najprawdopodobniej usłyszała, że nie rozmawiam już przez telefon. Przywitała się ze mną: Cześć przystojniaku, zrobiłam Ci kawę. Położyła kawę, na parapecie. Spytała czy jestem głodny. Odpowiedziałem że nie. Przypomniała mi szybko w krótkich słowach, że powinienem zjeść, a przecież ona chce o mnie dbać. Annę poznałem około roku temu, zapisała się na event który zorganizowałem w centrum edukacyjnym. Prawda była taka, że mało co interesował ją event, po przejrzeniu pięćdziesięciu tysięcy razy moich zadowolonych zdjęć na facebooku obrała mnie sobie za cel. Była cierpliwa, na tyle cierpliwa że przeczekała prawie rok, na to, że nie ułoży mi się z Kasią (poprzednią dziewczyną). Po około dwóch, może trzech tygodniach od rozstania z panią rezydentką anestezjolog, Ania bardzo chciała zaprosić mnie do siebie do mieszkania. Było to jej pierwsze mieszkanie, jak zauważyłem, bardzo zależało jej na tym miejscu, pamiętam z jakim przejęciem opowiadała jak się nagimnastykowała by kupić te mieszkanie. Była na swoim, z kredytem, ale jak powtarzała na swoim. Widać było, że szybko się tam zaaklimatyzowała. Summa summarum zaprosiła mnie wtedy na kolacje. Jak się okazało także później, cieszyło ją to, że przychodziłem, że mogła mnie nakarmić, obciągnąć mi i wypiąć się finalnie krzycząc z dzikiej rozkoszy. Wziąłem klika łyków kawy tego ranka, Ania położyła się przy mnie, zaczęła jakiś temat. Zdałem sobie sprawę, że jej znów nie słuchałem. Tak bardzo jej nie słuchałem. Po kilku minutach jej monologu wspomniała ponownie na co mam ochotę, zaproponowała może: jajeczniczka czy jajko na twardo? Nie zastanawiałem się długo, ściągnąłem spodnie od piżamy…poproszę jajko na twardo. Ania także się nie zastanawiała, jakby zahipnotyzowana kształtem i smakiem mojego penisa, wzięła go ust i była już po chwili w innym „lodowym” świecie. Nie przeszkadzałem jej. Oddawała się temu jakby była do tego stworzona, jak gdyby to było narzędzie kultu. Później wychodząc od niej, wspomniałem żartując (pamiętając by nie obrazić), że minęła się kompletnie z powołaniem. Do Anny tak naprawdę, nic nie czułem. Dawałem jej do zrozumienia, że chce się z nią spotykać niezobowiązująco. Zauważyłem jednak, choć krótko się znaliśmy, że ona zmierza w innym kierunku…partnerskim. Widziałem tu ogromne niebezpieczeństwo. Można powiedzieć, że zakochałem się w jej „lodziku”. Wyszło w tym temacie tak zabawnie, że w poprzednim związku trudno było mi się doprosić o taką chwilę przyjemności. Zawsze był problem. Dosłownie zawsze. Przypomniała mi się jednak przy tej całej sytuacji jedna z dewiz: uważaj czego sobie życzysz, bo możesz to otrzymać. No i po 10 miesiącach posuchy, miałem przed sobą tak mocny deszcz, że sam Noe musiałby raz jeszcze arkę zbudować. Jak za czasów studenckich, nie wiedziałem w tej przyjemności jak się nazywam. Pomimo tego, że Anna pojawiła się dla mnie w bardzo trudnym momencie po poprzednim związku, gdzie nadal daleko jestem myślami, szkoda było mi ją odciągać od tego zadania. Wziąłem ją jednak krótko…odwróciłem i powiedziałem: wczoraj było święto flagi, nabiłem Cię na maszt, dziś zrobię to samo ale od tyłu. Patrząc raz to w dół, gdzie twardy tłoczek wchodził i wychodził wraz elementami pochwy właścicielki, raz to w górę, widząc zespół blokowisk wraz z oknami, doprowadziłem 32-latkę do orgazmu, a następnie siebie…
1 – Początek