4 maja, udało mi się zasnąć, po pisaniu do 2 w nocy. Znalazłem w tym (mam nadzieje, że nie tylko na ten moment) swój mały azyl. Nastawiłem dwa alarmy. W dwóch telefonach komórkowych, tak na zaś jakby w dniu świra, aby pamiętać, że mam wstać. Widziałem, że nie będzie mi się to kalkulować bo się nie wyśpię. Zostało mi około 5 godzin snu. Zdawałem sobie jednak sprawę, że będzie to sen przerywany albo koszmarami albo przemyśleniami, byłem gotowy jednak trzymać w ciągu całego dnia fason. Przynajmniej takie miałem nastawienie po majówce. Godzina siódma i dwa strzały komórkowe, melodyjki które od razu eliminuję. Taka postawa przynosi mi jednak zawsze stres bo budzę się po kolejnej godzinie i mam zazwyczaj 15 minut na przyszykowanie się. Tym razem, najdłużej poszukiwałem butów. Denerwowałem się, że nie zdążę na mój dyliżans. Pod nosem strzeliłem sobie parę soczystych przekleństw. Co dziwne miałem także związaną z tym fantazje. Widziałem tę sytuację w barwach planu spiskowego. Wymyśliłem sobie że, w czasie mojej nieobecności w mieszkaniu moja była żona (bo byłem kiedyś żonaty), mając klucze, wzięła i wyrzuciła mi te buty. Pomyślałem, że byłaby do tego zdolna. Nie pomyślałem jednak, że w mieszkaniu jest taki burdel, że bałaby się po pierwsze wejść, ba, po drugie nawet chwycić za klamkę. Chciałem w jednej chwili zaryzykować i do spodni od garnituru włożyć adidasy, jednak w porę potknąłem się o coś twardego pod fotelem w korytarzu. Super, to były tak potrzebne mi buty. Koszula, czerwony sweterek, warstwa brylantyny na głowę, brak paska od spodni i ekspresowe wyjście do autobusu pod domem. W autobusie miły akcent, śliczna dojrzała blondynka którą czasami spotykam. W poczuciu zaspania, zignorowałem ją zupełnie. Dotarłem do pracy, klucz z portierni, wcześniej dwie bułki z kruszonką i pączek z pobliskiej piekarni. W pracy, poczucie bezpostaciowości, mogłem o niej nie tak dawno dużo mówić, chwalić się, teraz w przededniach odejścia w głowie mam tylko wykonanie swoich obowiązków. Należycie i sumiennie – na pozór. Zaskoczył mnie telefon jednego z chętnych do uczestnictwa w kursie który dzwonił po kilka razy z zapytaniem pokierowania go do naszej placówki aby podpisać umowę. Po chwili pomyślałem, że prawdopodobnie ma nierówno pod sufitem, bo ma dokładnie 10 minut drogi do mnie aby podjechać tramwajem, a chce się przejść i będzie za jakieś 40 minut. Dzwonił jeszcze kilka razy, w końcu zapytałem go w jakim mieście jest. Koniec końców oznajmił że w Piotrkowie Tybunalskim. Ta miejscowość znajduję się od mojej w odległości około 550 km. Przypomniała mi się niemalże taka sama sytuacja gdy pracowałem jako agent ubezpieczeniowy. Umówiłem się z klientka, u niej w domu. Nie stresowałem się bo, że uznałem ulica której poszukuję znajdowała się o rzut beretem od siedziby mojej firmy. W trakcie tej eskapady, przespacerowałem się, przepytałem wszystkich taksówkarzy o potrzebny mi numer budynku. Nikt nie wiedział. Wziąłem samochód, przejechałem spory kawałek w poszukiwaniu jakiejś dobudówki. Z bezradności w poszukiwaniach, wziąłem telefon i zapytałem klientki w którym dokładnie miejscu czeka, bo za żadne skarby nie mogę nic znaleźć. Okazało się że to nie to miasto. W przerwie na kawę rozmawiałem z szefem o warunkach odejścia z firmy i o moim poszukiwaniu nowej pracy. Po godzinie 15 zgłodniałem na tyle, że postanowiłem coś zjeść. Miałem na mieście upatrzoną (z resztą z polecenia) wegetariańską restauracje, gdzie zdrowo się odżywiałem. Wyruszyłem. Po drodze musiałem zatrzymać się w stacji totolotek gdzie znajdowały się zakłady bukmacherskie totomix. Potrzebowałem odrobić stratę paru stów sprzed paru dni, no i przede wszystkim poczuć ten dreszczyk emocji (a może raczej masochizm z powodu kolejnych nietrafionych kuponów). Tak naprawdę obstawiałem przez dobre 15 lat. Może nie widać było tego po mnie z ubioru że jestem dziadem. Ale wewnętrznie czułem się z tego powodu jak dziad. Przerobiłem już tyle punktów obstawiania (byłem w nich dosłownie w dzień w dzień), poznałem wiele osób które tam pracowały (z powodu niskich zarobków ludzie zmieniali się niemal co chwilę) oraz byłem uczestnikiem zadziwiających sytuacji (chociażby obserwując jak ludzie zostają np. w samych skarpetkach). Pomimo tego, że od dobrych 5 lat robię skrzętnie zapiski, ile wygrywam a w sumie ile tracę. Wracam tam, jak do domu rodzinnego. Po kolejną porcję doznań. Po obstawieniu, zmierzałem w deszczu (cały dzień wtedy padało) w stronę restauracji. Przywitała mnie tam za ladą blondynka która często tam obsługiwała. Uśmiechnąłem się do niej (dostrzegłem że odwzajemniła uśmiech) i zamówiłem kolejne śmieszne danie: krem już nawet nie pamiętam z czego (miał zapach moich trzydniowych skarpetek) oraz tagiatelle z marchewki. Cena nie była adekwatna do zawartości, ale to było wartościowsze np. od obstawienia w zakładach bukmacherskich. Dostrzegłem kątem oka, że dziewczyna mnie obserwuję i się uśmiecha. Podobała mi się jej twarz, za każdym razem marzyłem o jej piersiach. Wiedziałem że są spore, że ledwo mieściłyby mi się w dłoni, że były mega młode i świeże, a na dodatek po rozebraniu rozchodziły się pewnie na boki jak na zdjęciach gołych modelek z lat 80. Myślenie o jej piersiach sprawiało mi przy jedzeniu sporo przyjemności. Czasami zaskakiwało mnie jej zalotne spojrzenie, zaskakiwało tym bardziej iż kiedyś widziałem ją jak wracała z mężczyzną z zakupów. Wyglądali jak para. Wróciłem do pracy, pozgrywałem pliki z komputera. Uprzątnąłem pulpit. O 17:30 marzyłem już tylko o łóżku, dwóch piwach i ewentualnie jakimś filmie. Niestety, kupony które obstawiłem kilka godzin wcześniej, spaliły na panewce, tym razem pogrążył mnie tenis. Po kilku godzinach sytuacja powtórzyła się ponownie, tym razem był to baseball. I nadal gdzieś w głowie powtarzam sobie, przestań diable mnie namawiać. I że od jutra nie będę obstawiał. Dopijając piwo przeglądałem powiadomienia od kobiet. Otrzymałem m.in. wiadomość z obrazkiem: Jesteś fajny!, Dziś jest dzień wszystkich fajnych. Wklej komuś fajnemu!. Wyszedł także gdzieś z krótkiej luźnej rozmowy z Anią temat alkoholu i seksu analnego cytuję: „Generalnie ostatni mój seks analny był dawno dawno temu za 7 górami i 7 rzekami czyli neandertalczycy tego już nie pamiętają Ale dla mnie seks analny jest tak mega intymny że o tym ze będę go uprawiać będzie decydowało to ze partner jest mój i tylko mój i ze mu w 200% ufam I nawet jakaś tam 0,5l wódki w tym nie pomoże jak nie będzie tego co w/w”. Odpisałem krótko jak to w moim stylu: „Rozumiem, lecę coś zjeść”.
2 – Hazard